Kuchnia
Karta na zimę: kwaśnica zostaje, rolada wraca, makowiec dochodzi
Z kuchni
Co zimą zasługuje na talerz

Natalia lubi powtarzać, że karta nie jest wystawą, tylko notatką o tym, co faktycznie bulgocze w garnkach. Po sezonie usiadła z zeszytem i policzyła, co goście brali najczęściej, a co wracało do kuchni nietknięte. Rolada śląska awansowała na stałe, bo zimą znika z blachy szybciej, niż dochodzi do stołu. Wodzionka, stara zupa z chleba i czosnku, dostała osobny wiersz, bo goście z Podhala pytali o nią co tydzień.
Zdjęliśmy dwie lekkie sałatki, które zimą zamawiał co czwarty gość, i jedną zupę ze świeżych warzyw. Zastąpiły je makowiec śląski, zwinięty ciasno, z masą makową i rodzynkami, oraz kreple z konfiturą różaną. Natalia przyznaje, że nie przepada za kreplami, ale goście przy deserze nie dyskutują.
Trzy nowości na zimę
Wodzionka
Gotowana na wodzie z chleba, czosnku i jajka, rozgrzewa tak, jak potrafi tylko prosta zupa po całym dniu na mrozie. Natalia dodaje do niej odrobinę kminku i śmietany, a podaje w głębokim talerzu z kromką razowego chleba. To danie dla tych, którzy lubią prostotę i nie szukają niespodzianek.
Makowiec i kreple
Makowiec piecze się w niedzielę i podaje przez cały tydzień, bo z dnia na dzień jest coraz lepszy. Kreple smażą się na zamówienie i trzeba na nie poczekać kilka minut, co Natalia uważa za zaletę: deser, który czeka, smakuje bardziej niż ten, który leży.
Cała karta jest na podstronie z menu, bez cen, bo te zależą od targu. Zmieniamy ją razem z porami roku, nie z kalendarzem.
Jeśli którejś z nowych pozycji nie polubisz, powiedz kelnerowi. Natalia lubi szczere uwagi, zwłaszcza w pierwszym tygodniu po zmianie, i potrafi poprawić przepis jeszcze tego samego wieczoru. Czasem jedna szczypta soli albo kropla śmietany przesądza o tym, czy danie zostaje w karcie na stałe.