Kuchnia
Moskole: placek, który pamięta stoki i długie zimy
Danie dnia
Placek z blachy, masło z czosnkiem

Moskole robi się z ugotowanych ziemniaków i mąki, bez drożdży i bez sody. Ciasto jest miękkie i klejące, trzeba je rozciągać mokrymi dłońmi, a potem kłaść na rozgrzaną blachę. Piecze się kilka minut z każdej strony, aż zbrązowieje i nabierze chrupiących brzegów. Natalia Włodarczyk mówi, że to jedyne ciasto, które lubi być dotykane.
Na gorący placek kładzie masło z czosnkiem, natką pietruszki i odrobiną soli, i podaje go w koszyku wyłożonym lnianą serwetką. Goście twierdzą, że po jednym moskolu trudno przestać, a Natalia odpowiada, że o to właśnie chodzi. Zdarza się, że ktoś zamawia trzeci, choć wcześniej obiecał sobie tylko zupę.
Skąd to danie
Ze stołu górali
Moskole znane są w całych Beskidach, choć każda wieś ma swoją odmianę. Jedni kładą je na patelnię, inni na blachę, jeszcze inni na rozgrzany kamień. My pieczemy je w piecu, bo daje lekki dymny posmak, który goście rozpoznają od pierwszego kęsa. Natalia odziedziczyła przepis po babci, która wiedziała o nich więcej niż ktokolwiek inny.
Z czym je jeść
Najlepsze są same, z masłem czosnkowym, do kwaśnicy. Niektórzy jedzą je z żurkiem, inni z gulaszem, a bywa, że ktoś smaruje je konfiturą malinową i zjada na deser. Natalia nie protestuje: uważa, że potrawa należy do jedzącego, a nie do kucharza.
Moskole są w karcie przez cały rok, ale najlepiej smakują wtedy, gdy na dworze jest mróz, a w domu pali się w piecu.
Dla tych, którzy chcą spróbować w domu: ziemniaki trzeba ugotować w mundurkach, obrać jeszcze ciepłe i dobrze rozgnieść, a mąkę dodawać stopniowo, aż ciasto przestanie kleić się do rąk. Blachę rozgrzewamy bez tłuszczu, a placek odwracamy tylko raz. Natalia twierdzi, że to wszystko, co trzeba wiedzieć.