Dom

Pierwszy śnieg i drugi piec: jak dom wchodzi w sezon narciarski

Kiedy w górach pada pierwszy śnieg, w domu zaczyna się tydzień przygotowań. Rozpala się drugi piec, wraca suszarnia i powstaje lista rezerwacji na ferie.

Przygotowania

Tydzień przed pierwszym wyciągiem

Zielony stół do gry otoczony miękkimi fotelami

Zaczyna się od pieców. Kominiarz przychodzi na tydzień przed sezonem, czyści kanały, sprawdza ciąg i wpisuje do zeszytu, że wszystko jest w porządku. Potem ja sam rozpalam pierwszy ogień w kaflowym piecu w jadalni i patrzę, czy kafle nabierają ciepła równo. Drugi piec stoi w salonie gier, w rogu pod belką, i rozpalam go dopiero wtedy, gdy pierwszy już swoje oddał.

Potem przedsionek: dokładamy suszarkę na kurtki, stojaki na narty, szafki na buty i matę przy drzwiach, o którą zimą nie ma dość troski. Renata Skiba przegląda zapas rękawiczek i skarpet, które trzyma pod ladą dla tych, którzy zeszli ze stoku przemoczeni. Zawsze brakuje jednego pudła, więc dokupujemy dwa.

Co jeszcze trzeba zrobić

Kuchnia i spiżarnia

Natalia Włodarczyk zamawia kapustę, ziemniaki, żeberka i mąkę na całą zimę. Kapusta kisi się w kamionkowych garnkach w chłodni, a żeberka dojrzewają w okolicznej wędzarni. Spiżarnia zapełnia się słoikami z konfiturą malinową i suszonymi grzybami z ostatniej jesieni, które będą dodawać smaku bigosowi aż do wiosny.

Lista rezerwacji

Renata zaczyna ją pisać miesiąc wcześniej. Ferie i długie weekendy zapełniają się szybko, a ona nie lubi mówić nie. Dlatego dopisuje na marginesie, kto chciałby stolik przy piecu, kto przyjeżdża z kilkuosobową grupą i kto prosił o spokojniejszą porę. Każda prośba trafia do zeszytu, a na początku sezonu zeszyt liczy sto stron.

Pierwszego wieczoru sezonu wszystkie lampy płoną, piece grzeją, a kuchnia pachnie kwaśnicą. Wtedy dopiero otwieram drzwi i wiem, że zima może przyjść.

Gdy wszystko jest gotowe, chodzę po domu z latarką i sprawdzam, czy żaden kąt nie został pominięty. To rytuał, który został mi po rodzicach: oni robili to samo przed każdym sezonem, wierząc, że dom, który wchodzi w zimę bez przeglądu, zimy nie przetrwa. Do dziś nie wiem, czy mieli rację, ale wolę nie sprawdzać.