Wieczory

Sobotni turniej: dwadzieścia cztery osoby i jedna lampa nad finałem

W sobotę przy trzech stołach usiadło dwadzieścia cztery osoby, w tym kilka rodzin z ferii. Finał rozegrano przy dodatkowej lampie, a tablica przy wejściu ma nowe imię.

Relacja

Trzy stoły i dwadzieścia cztery osoby

Pusty stół do gry w sali wyłożonej drewnem

Zapisy zamknęły się o osiemnastej, a Ireneusz Ratajczak rozlosował miejsca z talii. Pierwszy stół zajęły osoby, które znały się z poprzednich ferii, drugi uzupełnili goście spoza miasta, a trzeci okazał się najgłośniejszy, bo siedziała przy nim grupa przyjaciół z jednego pensjonatu. Sylwester Pawłowski przypomniał zasady i rozdał pierwsze karty z miną człowieka, który wie, że dziś będzie się działo.

Gra potoczyła się zgodnie z planem. Pierwszy poziom trwał dwadzieścia minut, potem rozdania przyspieszyły. Po dwóch godzinach krupier ogłosił przerwę, kelner wniósł herbatę z konfiturą malinową, a sala wypełniła się rozmowami o wszystkim, tylko nie o kartach. Po przerwie połączyliśmy stoły i zaczął się finał.

Finał i tablica

Stół finałowy

Do finału dotarło siedem osób. Przesunąłem lampę z sąsiedniego stołu, żeby światło padało równo, a goście z foteli podeszli bliżej. Finał trwał czterdzieści minut i skończył się tak cicho, że ktoś nowy w sali pomyślałby, że nic się nie stało. Dopiero oklaski pokazały, że ktoś zdobył tytuł mistrza wieczoru.

Kto zdobył tytuł

Tytuł zdobyła pani Danuta, która pierwszy raz w życiu usiadła do pokera tydzień wcześniej, na szkoleniu dla początkujących. Jej imię trafiło na tablicę przy wejściu. Pani Danuta twierdzi, że to zasługa nart: cały tydzień trenowała cierpliwość na stoku i teraz zbiera plon.

Następny turniej odbędzie się w czwartek o dziewiętnastej. Zapisy przyjmuje Renata do osiemnastej, bez wpisowego i bez żadnych zobowiązań.

Wszystkim uczestnikom dziękuję za cierpliwość w przerwie, bo kolejka po szarlotkę była dłuższa niż kolejka do stołu. Kierownik sali dopilnował, żeby w finale nikt nie siedział plecami do wejścia, bo to najprostszy sposób na to, żeby goście nie odwracali głów.

Zdjęcie ze stołu finałowego wisi teraz w jadalni, nad piecem, razem z kilkoma innymi.